"I że cię nie opuszczę": odzyskać wspomnienia

Ma się wrażenie, że z tak niezwykłej historii można by było wydobyć więcej.

Film na nadchodzące walentynki, ale tym razem nie komedia romantyczna, ale "dramat romantyczny".
Leo, muzyk i właściciel studia nagrań (Tatum), oraz Paige, początkująca rzeźbiarka (McAdams), są szczęśliwym, kochającym się małżeństwem - aż do fatalnego wypadku samochodowego, w którym Paige w następstwie urazu głowy traci pamięć. Ale nie całkiem - amnezja obejmuje tylko kilka lat wspólnego życia z Leo.
Swoją poprzednią "wersję", gdy była studentką prawa, znajdującą się pod kuratelą rodziców, pamięta dobrze. Rodzice Paige (Neill i Lange), z którymi nie utrzymywała kontaktu, próbują teraz wykorzystać okazję, aby ją odzyskać, wysłać z powrotem na studia prawnicze itd., a na domiar złego pojawia się jej eksnarzeczony z tamtego okresu (Speedman). Jednak Leo, choć dla Paige jest teraz zupełnie obcym człowiekiem, nie poddaje się i usiłuje na nowo wzbudzić jej uczucie...
Zaczyna się to marnie, reżyser niepotrzebnie próbuje budować napięcie wokół pozornych problemów (rodzice kwestionują w ogóle istnienie Leo w życiu jej córki), na dodatek sam Leo postępuje dość idiotycznie. Potem jednak opowiadane jest to wszystko w miarę zręcznie, choć oczywiście według utartych schematów.
Ogólnie ma się wrażenie, że z tak niezwykłej historii (film oparty jest na faktach) można by było wydobyć więcej, że film mógłby być i bardziej poruszający, i - z drugiej strony - zabawniejszy. Sytuacja mimo całego swojego dramatyzmu ma przecież także komiczną stronę, którą wykorzystuje się zbyt rzadko. Jakby w obawie - zupełnie bezpodstawnej zresztą - że śmiech zabije wzruszenie (którego i tak tu nie za wiele).
Na odbiór filmu zasadniczy wpływ ma stosunek do Tatuma - czy się go po prostu lubi. On tu jest bowiem głównym bohaterem, "przez niego" oglądamy cały film. Ja, niestety, nie jestem miłośnikiem tego aktora (chłop jak tur, ale talentu za grosz), a już zupełnie go nie "kupuję" jako szefa studia nagrań z muzycznym backgroundem. Gdyby prowadził warsztat samochodowy, to co innego.
McAdams gra zagubienie i rozdarcie przekonująco, choć wydaje mi się, że nie musi być jednocześnie aż tak antypatyczna. Ogólnie jako propozycja walentynkowa film jakoś ujdzie, tym bardziej że melodramatu dawno u nas nie było, ale za wiele oczekiwać nie należy.






~czarna
(26.02.2012, 14:35)Byłam wczoraj na filmie i powiem, że jestem zawiedziona oglądając zwiastuny myslałam, że to bedzie o wiele bardziej ciekawsze. Film bez żadnego "szału" wzruszyć ewentualne mogły się tylko ...
~gość
(11.02.2012, 17:44)Cudowny filM! Byłam na nim i na pewno wybiorę się kolejny raz!
~vivko
(13.02.2012, 23:51)Ten film podobać się może tylko niewidomym. Ja próbowałem zasnąć, ale w takim hałasie się nie dało. W kinie było z 12 osób- wszyscy wychodzili wyraźnie zawiedzeni.
~gość
(11.02.2012, 22:00)Byłam na tym filmie on był świetny i nawet się popłakałam!!!!
~vivko
(13.02.2012, 23:44)Ludzie- nie dajcie się nabrać- stracicie pieniądze! "gość" chyba sam stracił i teraz podpuszcza innych!
- 1
- 2
następna