wizytówki

 

Samobój przed pierwszym gwizdkiem

Temat obecności Artura Boruca w drużynie narodowej powraca jak echo. Od dawna wiadomo, że "Borubar" EURO obejrzy w telewizji, ale wiele osób wciąż ma nadzieję, że golkiper Fiorentiny będzie na początku czerwca bronił bramki biało-czerwonych. Właśnie tak, nadzieję.

Choć wszyscy wiedzą, że dla Boruca powinno się znaleźć miejsce w drużynie, "Franz" uwziął się i ani myśli wysłać zaproszenie do krewkiego golkipera. Selekcjoner wykoncypował sobie, że stworzy autorski zespół, wyselekcjonuje grupę, która to jemu najbardziej będzie odpowiadała, pod różnymi względami. Niby racja, ale...

Autorska to może być reprezentacja Niemiec albo Hiszpanii. Smuda nie tylko może, on ma obowiązek powołać wszystkich, którzy sportowo na to zasługują. Brak Boruca to strzał w stopę.

A co, jeśli (odpukać) przed EURO kontuzji dozna Szczęsny? Między słupkami postawimy rezerwowego Fabiańskiego? Rezerwowego Tytonia? Jeśli ktoś nie gra w klubie, nie powinien się liczyć w stawce o powołanie na mistrzostwa. Czy nie takie było hasło Smudy? A do tego dochodzą kwestie charakteru i presji, która ciążyć będzie na drużynie. I wielu obecnych kadrowiczów jej nie wytrzyma.

Wróciłem ostatnio do dwóch bardzo udanych meczów reprezentacji. Ze Stanami na mistrzostwach świata w 2002 roku i Portugalią w eliminacjach do mistrzostw Europy 2008. W pierwszym biało-czerwonych do zwycięstwa poprowadzili Kłos, Murawski, Żurawski i Kryszyłowicz. W Chorzowie wygraliśmy dzięki dyspozycji Kowalewskiego, Bronowickiego, Lewandowskiego i Sobolewskiego.

Choć za wspomniane mecze nie wystawiliśmy im takich laurek jak Olisadebe czy Smolarkowi, to właśnie oni byli cichymi autorami sukcesów naszej kadry. Wszyscy charakterni, nie odstawiający nóg, nie bojący się walki wręcz i na swój sposób bezczelni w stosunku do rywali. Jak Boruc.

Mariusz Lewandowski, po tym jak skonfliktował się z Beenhakkerem, w ogóle miał z Portugalią nie wystąpić. Ale Leo to international level. Zaprosił "Lewego" na pogawędkę, panowie sobie wszystko wytłumaczyli i defensywny pomocnik zaliczył mecz życia. Selekcjoner mówił później, że jest profesjonalistą - nie zrezygnuje z wartościowego piłkarza tylko dlatego, że kilka razy zagrał mu na nerwach. Najlepsi trenerzy nie boją się stawiać na trudne charaktery.

Co innego Smuda. Nie łudźmy się, na cuda "Franka" nie ma co liczyć. Biało-czerwoni nie będą grać jak Barcelona, ba, nie oczekujmy, że wskoczą nagle na poziom choćby zakrawający na styl katalońskiej drużyny. Jeśli chcemy coś ugrać, w szatni musi się znaleźć miejsce dla walczaków. Odstawienie Boruca to samobój.

Tomasz Sobczyk

 

wizytówki

 

EURO 2012 bez Boruca

Artur Boruc po aferze samolotowej zniknął z drużyny narodowej. Bramkarz Fiorentiny miał u Smudy pewny plac gry, ale przez pozaboiskowe wybryki wyleciał z reprezentacji.

Jeszcze kilka miesięcy temu byłem zwolennikiem powrotu Boruca do kadry. Przecież nie mamy zbyt wielu dobrych golkiperów, żeby łatwą ręką pozbywać się tej klasy zawodnika. Ale liczyłem wówczas, że Boruc pójdzie po rozum do głowy i pierwszy wyciągnie rękę do Smudy. I że ten spór zostanie zakończony.

Tak się jednak nie stało. Były bramkarz Legii był mocny w gębie, gdy w mediach obrażał selekcjonera. Na słowo przepraszam (chyba nikt nie wątpi, że powinien przeprosić za swoje zachowanie) i szczerą rozmowę z trenerem zabrakło mu odwagi lub chęci.

Jednak na cztery miesiące przed Euro 2012 Boruc wysłał, za pośrednictwem włoskiego radia, sygnał do selekcjonera, że jest gotowy założyć reprezentacyjną bluzę. Kpina. Teraz na lekko ponad 100 dni przed turniejem finałowym Smuda ma wysłać powołanie do Florencji? Wolne żarty.

Pech Boruca polega na tym, że Smuda ma już nowego golkipera numer jeden. Jest nim Wojciech Szczęsny. Krytycy zarzucają bramkarzowi Arsenalu, że jest niedoświadczony, arogancki, i że zdarza mu się wyciągać piłkę z siatki osiem razy w jednym meczu.

No i co z tego, że młody Szczęsny ma ego jak Pałac Kultury. Chyba nikt nie wątpi, że jest golkiperem z najwyższej półki (dla niedowiarków polecam skrót meczu z Niemcami). W porównaniu z Borucem przegrywa tylko w rubryce – doświadczenie. Ale ma nad starszym rywalem też przewagę – on chce grać w kadrze. W przypadku Boruca nie do końca jestem przekonany, czy zależy mu na występach w biało-czerwonych barwach.

Jednak porównania obu bramkarzy nie mają większego sensu. I Szczęsny i Boruc to klasa sama w sobie. Obaj zasługują na grę w drużynie narodowej. Tylko golkiper Fiorentiny musi zrozumieć, że kadra to nie prywatny folwark.

Boruc poczynania swoich kolegów na Euro 2012 obejrzy w telewizji. Najważniejsza impreza w jego karierze przejdzie mu koło nosa. Oczywiście na własne życzenie. Tylko od niego zależy, czy kolejne mecze kadry będzie oglądał z pilotem w ręku, czy będzie w nich rywalizował ze Szczęsnym o bluzę z numerem jeden.

Krzysztof Smajek