Justyna Steczkowska

źródło:
Polska piosenkarka i kompozytorka. Zadebiutowała w 1994 r. niesamowitym albumem "Dziewczyna szamana". W tym roku wokalistka obchodzi jubileusz 15-lecia pracy artystycznej.
Justyna Steczkowska urodziła się 2 sierpnia 1972 roku w Rzeszowie. Dzieciństwo wraz z ósemką rodzeństwa spędziła w Stalowej Woli, gdzie jej ojciec Stanisław - dyrygent wraz z pomocą żony Danuty - pedagoga muzycznego prowadził chór. Muzykalni rodzice dbali o to, by zaszczepić w dzieciach miłość do grania i śpiewania już od najmłodszych lat.
- Rodzina jest liczna i muzykalna, bo ojciec, kompletnie zakręcony na punkcie muzyki, wszystkich bliskich ciągnął w tę stronę - wspomina artystka ten okres w wywiadzie dla magazynu "Sukces". Każde dziecko niemal z imieniem dostawało do rąk jakiś instrument i wędrowało do szkół muzycznych. Ojciec wszędzie, gdzie rodzina się osiedlała zakładał chóry. Trudno przy takiej pasji nie skompletować w końcu zespołu rodzinnego, gdy w dodatku klan rozbudowany. Kiedy w latach 80. w stanie wojennym zrobiło się w domu krucho z pieniędzmi, zaczęliśmy występować i jeździć na występy zagraniczne. Wyskakiwaliśmy dwa, trzy razy w roku, w czasie ferii, świąt i wakacji.
Steczkowska do 15 roku życia koncertowała pod opieką rodziców. Po przeprowadzce do Rzeszowa i rozpoczęciu nauki w tamtejszym Liceum Muzycznym w klasie skrzypiec artystka rozpoczęła poszukiwania własnej drogi i stylu. Udzielała się na lokalnej scenie rockowej (śpiewała w chórkach m.in. dla Agressivy 69, Wańki Wstańki i Revolutio Cordis) a także korzystając z wolności jaką dała jej przeprowadzka na stancję - rozpoczęła eksperymenty z własnym wyglądem.
- W szkole nie było z nią kłopotów, no - może czasami, kiedy chodziła na lekcje w kapeluszach. Ja mówiłam, że szkoła to nie rewia mody, a ona, że to nikomu nie przeszkadza - mama Justyny wspomina na łamach "Tele Tygodnia". - Zawsze lubiła się wyróżniać. Kiedy mieszkała na stancji w Rzeszowie, postanowiła ze swoją koleżanką, że będą wyglądały inaczej niż wszyscy. Więc projektowały sobie rzeczy - sukienki, do których Justyna ma jakąś słabość.
W tym czasie w życiu Steczkowskiej skrzypce zeszły na drugi plan. Pech chciał, że trzykrotnie nie dostała się na studia wokalne i wylądowała w odległym Gdańsku na wiolinistyce. Po pierwszym roku podjęła decyzję o rzuceniu studiów i poświęceniu się śpiewaniu.
- Nigdy nie trzeba mnie było długo prosić, żebym coś zaśpiewała. Z graniem na skrzypcach było różnie. Bywało i tak, że idąc do szkoły całą drogę modliłam się, żeby nie mieć lekcji - stwierdza Steczkowska w wywiadzie dla Romana Roesslera. - Żeby śpiewać wieczorami, musiałam jakoś zarabiać na siebie, wykonując w ciągu dnia ceramiki i różnego rodzaju gadżety, tudzież prasując ciuchy sąsiadki. Nigdy nie narzekałam. Śpiewanie zawsze sprawiało mi przyjemność, że ani prasowanie wtedy, ani ceramika później, nie przeszkadzały mi, gdy wiedziałam, że wieczorem udam się na koncert i dam występ. Najczęściej, zresztą, za darmo. Szanuję to wszystko, co przeszłam. Może właśnie dlatego jestem dzisiaj osoba tak silną psychicznie.
Ciężka praca opłaciła się i artystce udało się zadebiutować medialnie. W 1994 roku zwyciężyła w programie "Szansa na sukces" nieszablonowo wykonując utwór "Boskie Buenos" z repertuaru grupy Maanam. W tym samym roku zwyciężyła na opolskim festiwalu w Konkursie Debiutów. Miała wtedy 22 lata. Kariera artystki nabrała tempa. W 1995 roku pojawiła się na Festiwalu Państw Bałtyckich, w Konkursie Piosenki Eurowizja oraz na festiwalach w Sopocie i Opolu.
Na artystkę zwrócił uwagę Grzegorz Ciechowski. Dzięki jego produkcji dwa pierwsze albumy Steczkowskiej "Dziewczyna Szamana" (1996) oraz "Naga" (1997) osiągnęły specyficzną głębię i klimat. Albumy zostały docenione przez szerszą publiczność i krytyków a Steczkowską poznała cała Polska. Popularność artystki i jakość płyt przełożyła się również na sprzedaż - obydwie osiągnęły status platynowych a piosenkarka zgarnęła nagrodę Fryderyk '96 w pięciu kategoriach.
- Rodzina jest liczna i muzykalna, bo ojciec, kompletnie zakręcony na punkcie muzyki, wszystkich bliskich ciągnął w tę stronę - wspomina artystka ten okres w wywiadzie dla magazynu "Sukces". Każde dziecko niemal z imieniem dostawało do rąk jakiś instrument i wędrowało do szkół muzycznych. Ojciec wszędzie, gdzie rodzina się osiedlała zakładał chóry. Trudno przy takiej pasji nie skompletować w końcu zespołu rodzinnego, gdy w dodatku klan rozbudowany. Kiedy w latach 80. w stanie wojennym zrobiło się w domu krucho z pieniędzmi, zaczęliśmy występować i jeździć na występy zagraniczne. Wyskakiwaliśmy dwa, trzy razy w roku, w czasie ferii, świąt i wakacji.
Steczkowska do 15 roku życia koncertowała pod opieką rodziców. Po przeprowadzce do Rzeszowa i rozpoczęciu nauki w tamtejszym Liceum Muzycznym w klasie skrzypiec artystka rozpoczęła poszukiwania własnej drogi i stylu. Udzielała się na lokalnej scenie rockowej (śpiewała w chórkach m.in. dla Agressivy 69, Wańki Wstańki i Revolutio Cordis) a także korzystając z wolności jaką dała jej przeprowadzka na stancję - rozpoczęła eksperymenty z własnym wyglądem.
- W szkole nie było z nią kłopotów, no - może czasami, kiedy chodziła na lekcje w kapeluszach. Ja mówiłam, że szkoła to nie rewia mody, a ona, że to nikomu nie przeszkadza - mama Justyny wspomina na łamach "Tele Tygodnia". - Zawsze lubiła się wyróżniać. Kiedy mieszkała na stancji w Rzeszowie, postanowiła ze swoją koleżanką, że będą wyglądały inaczej niż wszyscy. Więc projektowały sobie rzeczy - sukienki, do których Justyna ma jakąś słabość.
W tym czasie w życiu Steczkowskiej skrzypce zeszły na drugi plan. Pech chciał, że trzykrotnie nie dostała się na studia wokalne i wylądowała w odległym Gdańsku na wiolinistyce. Po pierwszym roku podjęła decyzję o rzuceniu studiów i poświęceniu się śpiewaniu.
- Nigdy nie trzeba mnie było długo prosić, żebym coś zaśpiewała. Z graniem na skrzypcach było różnie. Bywało i tak, że idąc do szkoły całą drogę modliłam się, żeby nie mieć lekcji - stwierdza Steczkowska w wywiadzie dla Romana Roesslera. - Żeby śpiewać wieczorami, musiałam jakoś zarabiać na siebie, wykonując w ciągu dnia ceramiki i różnego rodzaju gadżety, tudzież prasując ciuchy sąsiadki. Nigdy nie narzekałam. Śpiewanie zawsze sprawiało mi przyjemność, że ani prasowanie wtedy, ani ceramika później, nie przeszkadzały mi, gdy wiedziałam, że wieczorem udam się na koncert i dam występ. Najczęściej, zresztą, za darmo. Szanuję to wszystko, co przeszłam. Może właśnie dlatego jestem dzisiaj osoba tak silną psychicznie.
Ciężka praca opłaciła się i artystce udało się zadebiutować medialnie. W 1994 roku zwyciężyła w programie "Szansa na sukces" nieszablonowo wykonując utwór "Boskie Buenos" z repertuaru grupy Maanam. W tym samym roku zwyciężyła na opolskim festiwalu w Konkursie Debiutów. Miała wtedy 22 lata. Kariera artystki nabrała tempa. W 1995 roku pojawiła się na Festiwalu Państw Bałtyckich, w Konkursie Piosenki Eurowizja oraz na festiwalach w Sopocie i Opolu.
Na artystkę zwrócił uwagę Grzegorz Ciechowski. Dzięki jego produkcji dwa pierwsze albumy Steczkowskiej "Dziewczyna Szamana" (1996) oraz "Naga" (1997) osiągnęły specyficzną głębię i klimat. Albumy zostały docenione przez szerszą publiczność i krytyków a Steczkowską poznała cała Polska. Popularność artystki i jakość płyt przełożyła się również na sprzedaż - obydwie osiągnęły status platynowych a piosenkarka zgarnęła nagrodę Fryderyk '96 w pięciu kategoriach.



