Biznesmen objął władzę na początku lutego. Zobowiązał się przed właścicielami, że do końca czerwca podniesie kapitał akcyjny spółki o trzy miliony złotych. Na razie umożliwił drużynie grę w rundzie wiosennej. Plany ma jednak dużo bardziej ambitne.

Voigt w pierwszej kolejności zamierza uporządkować ŁKS od wewnątrz. Przekonuje też, że z wartością klubu wcale nie jest tak źle, jak jest to przedstawiane.

- Księgowe zadłużenie wynosi ok. 4 milionów złotych. A to z wartością drużyny, kart zawodniczych itd. w pewnym sensie się bilansuje. Zapraszam więc wszystkich sponsorów i reklamodawców oraz samorządy terytorialne i gospodarcze, ponieważ paradoksalnie klub jest na plusie w kontekście podliczenia również wartości niematerialnych i prawnych - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim".

Plan nowego prezesa określony jest na trzy lata. Voigt liczy na współpracę z miastem, czeka na nowy stadion. - Następne dwa lata, to będzie bardzo ciężka praca, bo będzie trwała budowa stadionu. Inne kluby w trakcie trwania budowy obiektów też przeżywały bardzo trudne chwile. Moim zdaniem dzisiaj nie ma już ludzi, którzy zainwestują w klub, który gra na placu budowy. Chyba, że są to ludzie, którzy nie do końca mają czyste pieniądze i chcą je uwiarygodnić. Dlatego jest olbrzymia rola urzędu miasta, żeby w tym bardzo trudnym momencie pomagał, również finansowo.

Z kolei jesienią ŁKS ma się pojawić na giełdzie. Nowego prezesa nie przeraża także ewentualny spadek do 1. ligi. - Nie będzie tragedii. Bo za trzy lata ten klub ma walczyć o grę w Lidze Europejskiej. Taki jest plan - twierdzi z przekonaniem.