Pierwszą groźną okazję stworzyła w tym meczu Polonia, tyle że pod własną bramką. Wychodzący do dośrodkowania z rzutu rożnego Gliwa źle obliczył lot piłki i się z nią minął. Został jednak zaasekurowany przez obrońców, którzy nie pozwolili gospodarzom oddać strzału na bramkę.

W 15. minucie Polonia objęła prowadzenie. Brzyski dośrodkował w pole karne do Caniego a ten, próbując przyjąć piłkę, nieco przypadkowo zgrał ją do Roberta Jeża, który na dużym spokoju, strzałem z bliskiej odległości umieścił piłkę w bramce.

Po zdobyciu gola goście nie cofnęli się. Niemal cały czas atakowali, długo utrzymując się przy piłce, ale nie dołożyli kolejnego gola. Natomiast tuż przed przerwą do ataku zerwał się ŁKS i niewiele zabrakło, by w 44. minucie, po strzale Macieja Iwańskiego z dystansu, padł gol wyrównujący.

Zaraz na początku drugiej połowy ŁKS po raz drugi stanął przed szaną na gola. Po błędzie Kokoszki sam przed Gliwą znalazł się Mięciel, ale uderzył w środek bramki, prosto w golkipera.

Niewykorzystana okazja mogła się zemścić w 67. minucie, kiedy po błędzie Adamskiego piłkę przejął Cani i w sytuacji sam na sam z bramkarzem trafił w słupek.

Dwie minuty później było już jednak 2:0 dla gości. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kokoszka strącił piłkę głową w kierunku Caniego a Albańczyk tym razem się nie pomylił i wepchnął piłkę do siatki.

W 84. minucie blisko podwyższenia na 3:0 był Tomasz Brzyski. Jednak jego atomowy strzał z rzutu wolnego Wyparło z największym trudem sparował na słupek. W samej końcówce Brzyski znów kropnął z wolnego i po raz kolejny obronił popularny "Bodzio W.".

Polonia pewnie pokonała ŁKS i przynajmniej do niedzielnego meczu Legii będzie wiceliderem tabeli Ekstraklasy. Dla ŁKS-u był to pierwszy mecz pod wodzą Piotra Świerczewskiego, który z racji braku licencji do prowadzenie drużyny Ekstraklasy, pełni funkcję "menadżera" drużyny.

ŁKS - Polonia Warszawa 0:2 (0:1)
Robert Jeż 15, Edgar Cani 69

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Widzów 2 000.