Majewski: rekordu honorowanego nie uznaję

źródło:
- Halowy rekord Polski ustanowiłem w niedzielę w Karlsruhe. Rekordu honorowanego przez PZLA nie uznaję - mówi "Przeglądowi Sportowemu" nasz najlepszy kulomiot, Tomasz Majewski.
We wrześniu 2011 roku w Zurychu Majewski posłał kulę na odległość 21,38m. Zawody odbywały się w hali dworcowej i PZLA uznał uzyskany rezultat za nowy, halowy rekord kraju. Problem w tym, że nikt inny tego rekordu nie uznaje. Według IAAF rekordem Polski jest wynik 21,27, który Majewski uzyskał w ostatnią niedzielę.
- Tylko PZLA honoruje moje wyniki z dworca z Zurychu. Nikt inny na świecie ich nie uznaje, ja też nie. Halowy rekord uzyskany we wrześniu? Absurdalne - mówi Tomasz Majewski "Przeglądowi Sportowemu".
- W zeszłym roku w Pucharze Europy była tak paskudna pogoda, że konkurs skoku o tyczce przeniesiono do hali. I co, ktoś wpadłby na pomysł, żeby zaliczać te wyniki do sezonu halowego? Idiotyzm - argumentuje.
Majewski przyznaje, że śmieje się z tego zamieszania, ale deklaruje, że niebawem pchnie kulę jeszcze dalej i wtedy nie będzie już żadnych wątpliwości, jaki jest halowy rekord Polski.
Sezon halowy nasz kulomiot zwieńczy startem w mistrzostwach świata w Stambule. Potem zacznie się przygotowywać do Igrzysk w Londynie. Tam tradycyjnie przyjdzie mu się zmierzyć z dobrze znanymi sobie rywalami. Jak przyznaje, w ostatnim czasie najbardziej z całej stawki zaskoczył go Kanadyjczyk Dylan Armstrong.
- Startował w ten weekend, pchnął 20,63, przegrał ze swoim partnerem treningowym. Dylan sam mówi, że nie jest w szalonej formie, ale nie może być, skoro tak się spasł, że waży 170 kilogramów - zauważa nasz kulomiot. - Strasznie gruby się zrobił, teraz pewnie zacznie to zrzucać. W Londynie Dylan będzie walczył o medal - kończy Majewski.
Zobacz artykuł w Twoim telefonie- Tylko PZLA honoruje moje wyniki z dworca z Zurychu. Nikt inny na świecie ich nie uznaje, ja też nie. Halowy rekord uzyskany we wrześniu? Absurdalne - mówi Tomasz Majewski "Przeglądowi Sportowemu".
- W zeszłym roku w Pucharze Europy była tak paskudna pogoda, że konkurs skoku o tyczce przeniesiono do hali. I co, ktoś wpadłby na pomysł, żeby zaliczać te wyniki do sezonu halowego? Idiotyzm - argumentuje.
Majewski przyznaje, że śmieje się z tego zamieszania, ale deklaruje, że niebawem pchnie kulę jeszcze dalej i wtedy nie będzie już żadnych wątpliwości, jaki jest halowy rekord Polski.
Sezon halowy nasz kulomiot zwieńczy startem w mistrzostwach świata w Stambule. Potem zacznie się przygotowywać do Igrzysk w Londynie. Tam tradycyjnie przyjdzie mu się zmierzyć z dobrze znanymi sobie rywalami. Jak przyznaje, w ostatnim czasie najbardziej z całej stawki zaskoczył go Kanadyjczyk Dylan Armstrong.
- Startował w ten weekend, pchnął 20,63, przegrał ze swoim partnerem treningowym. Dylan sam mówi, że nie jest w szalonej formie, ale nie może być, skoro tak się spasł, że waży 170 kilogramów - zauważa nasz kulomiot. - Strasznie gruby się zrobił, teraz pewnie zacznie to zrzucać. W Londynie Dylan będzie walczył o medal - kończy Majewski.







