Transformers: Wojna o Cybertron przenosi gracza w odległe miejsce, do domu Transformerów, czyli na planetę Cybertron. Po dwóch grach silnie powiązanych z kinowymi hitami Transformers i Transformers: Zemsta upadłych, ukazuje się tytuł niemający z nimi nic wspólnego, a jego akcja toczy się wiele lat przed wydarzeniami z filmów. Wspomniane dwie elektroniczno-rozrywkowe produkcje nie były jednak w stanie w żaden sposób zaspokoić potrzeb fanów transformujących się robotów. Czy tym razem jest inaczej?

 

Najnowsza gra rozpoczyna się podczas wojny domowej pomiędzy Autobotami i Deceptikonami, na wiele lat przed wizytą obu tych frakcji na Ziemi, zanim jeszcze Optimus stał się Optimusem Prime i objął funkcję wodza wszystkich Autobotów. Deceptikony pod dowództwem Megatrona chcą przejąć władzę nad całą planetą Cybertron, a jednym z narzędzi, które ma temu posłużyć, jest czarny energon.

 

Kampania została podzielona na dziesięć części - przez pięć pierwszych gramy Deceptikonami, chcącymi wprowadzić w życie mroczny plan swojego władcy, a pozostałe oglądamy z perspektywy Autobotów, które pragną pokrzyżować zamiary swoich adwersarzy. Każdy epizod posiada kilkanaście punktów kontrolnych. Co ważne, przy rozpoczęciu gry decydujemy się na postać, którą chcemy sterować. Po obydwu stronach konfliktu mamy po trzech Transformerów do wyboru, w tym Megatrona u "złych" oraz Optimusa u "dobrych".

 

Schemat zabawy jest prosty i można opisać go w kilku słowach - rozwalaj wszystkich napotykanych wrogów i przyj do przodu. Bez względu na to, po której stronie walczymy, towarzyszą nam pozostałe dwa Transformery. Nie mamy nad nimi jednak żadnej kontroli. We trójkę robimy swoje, czyli przedzieramy się przez kolejne lokacje, niszcząc kolejnych rywali. Oponenci giną po maksymalnie kilku strzałach. Miejscami gra przeradza się w chaotyczną młóckę, podczas której trudno połapać się, kto jest przyjacielem (natykamy się też na inne, "anonimowe" Deceptikony bądź Autoboty), a kto wrogiem. Jedynie co jakiś czas natrafimy na bardziej wymagających rywali, np. wyposażonych w ręczną tarczę, ukrywających się za osłonami, bardzo celnych snajperów czy też bossów. Jednak w większości przypadków ich likwidacja jest również szybka. Tylko przeciwnicy z tarczami wymagają sprytu w postaci strzelania z boku bądź z tyłu, a bossowie cechują się zwiększoną odpornością na trafienia.

 

Mamy możliwość korzystania z naprawdę szerokiego wachlarza broni: karabinów, granatników, strzelb, działek czy wyrzutni rakiet. Warto zwrócić uwagę na to, że przy sobie możemy nosić jedynie dwie giwery naraz, więc często wymaga to od nas rozważnych decyzji, które z zabawek zabrać ze sobą. Pomysłowo stworzono również różnorakie wieżyczki, na jakie natykamy się co jakiś czas - możemy zająć stanowisko każdej z nich i likwidować rywali, ale jest też możliwość zdemontowania ich i zabrania ze sobą oraz wykorzystania w o wiele szerszy sposób. Największy problem w przypadku broni stanowi amunicja - jest jej po prostu mało. U mniej doświadczonych graczy, mających kłopoty z celowaniem, wyczerpanie dostępnych na danym poziomie zapasów amunicji bywa nagminne. W ten sposób gra często zmusza nas do walki wręcz, ale niestety przeciwko rywalom, którzy dziwnym trafem nabojów mają zawsze pod dostatkiem. Warto jeszcze wspomnieć, że każda broń posiada takie cechy jak siła ognia, zasięg, celność czy szybkostrzelność. Nie zapomniano też o odrzucie oraz skuteczności - na tę ostatnią możemy wpłynąć, przechodząc do trybu precyzyjnego celowania, jednak powoduje to wolniejsze poruszanie się Transformera.