bardzo dobry



Ale odzew może być podobny: "Obietnica" to wizja młodości rozedrganej, nieco szaleńczej i zarazem bezradnej, która ma coś przeszywającego. W pierwszej scenie filmu Lila (Rycembel) i Janek (Więcławek) rozmawiają przez Skype'a: on chce ją przeprosić, ona nazywa go kłamcą i oszustem. "Masz 24 godziny, żeby coś z nią zrobić" - pisze w końcu Lila. Czy chodzi o zamordowanie dziewczyny, z którą Janek ją zdradził - czy o kolejny element dziwnej, emocjonalnej gry, jaką prowadzi bohaterka ze swoim chłopakiem?

W "Obietnicy" Anny Kazejak nastolatkami z pierwszych klas liceum rządzą emocje, których nie są w stanie rozpoznać, nazwać, oswoić. Rozstają się więc i schodzą ze sobą, zrywają kontakt i za chwilę próbują go odzyskać. W swojej pseudodorosłości są wciąż mocno jeszcze nieporadni - ważniejszy jest impuls niż głowa, ważniejsze gorące, a nie zimne. To buntownicy w białych koszulach, skłonni do zabawy, szalonych gestów (pływanie nago w miejscu publicznym), a jednocześnie zbierający dobre oceny na świadectwach, mieszkający w ładnych domach, otoczeni ładnymi gadżetami. Mocny, realistyczny rys kryje się gdzieś jeszcze: wbrew temu, co lubimy o nastolatkach myśleć, w sprawach miłosno-erotycznych daleko bohaterom do rozpasania. Wyobraźnię podsyca więc odsłonięty biust dziewczyny, w pierwszych, seksualnych podchodach najważniejszy jest czuły dotyk, a końcem świata może być "zwykły" pocałunek. Co akurat w tym wypadku prowadzi do tragedii: dziewczyny, z którą zdradził ją Janek, Lila chce pozbyć się naprawdę. A Janek naprawdę postanawia ją zabić.

"Obietnica" to film w pewnym sensie ryzykowny: trzonem fabuły jest morderstwo, o którym właściwie od początku wiemy prawie wszystko. Kazejak unika też (inaczej niż w "Sali samobójców" czy "Wszystko, co kocham") manipulowania emocjami, nie próbuje chwytać za gardło - opowiada językiem boleśnie precyzyjnym, na chłodno (może zbyt chłodno?), sięgając częściej po ciszę niż efektowne, muzyczne tematy. Z dystansem przyglądamy się też głównej bohaterce, imponująco zagranej przez Elizę Rycembel: jest w tej dziewczynie tajemnica, zdolność do brutalnej, psychicznej przemocy, a jednocześnie ona sama wciąż się wymyka, wciąż nie chce odsłonić, wciąż kogoś gra. Raz tylko obnaża się całkowicie: gdy po przesłuchaniu rzuca się i krzyczy. Jakby wszystko, co w sobie tłumiła, nagle musiało znaleźć ujście. A Lila tłumi głównie - mam wrażenie - bezradność: chce kontrolować świat, który kontrolować się nie daje. "Należy do ludzi, którzy dostają wszystko, czego chcą" - mówi w pewnym momencie o Janku, a tak naprawdę o sobie. Bo Lila sprawia wrażenie, jakby granicę dzielącą dzieciństwo i dorosłość chciała przeskoczyć na skróty, zedrzeć z siebie łatkę naiwnej nastolatki. A przecież z jakiegoś powodu trzyma wciąż w pokoju kilka lalek Barbie.

Chociaż punktem wyjścia było w scenariuszu "Obietnicy" autentyczne morderstwo, tak naprawdę zabójstwo nie jest w filmie najważniejsze. To raczej papierek lakmusowy, przez który Kazejak przygląda się młodości - pogubionej w swoich emocjach, naiwnej i wyrachowanej zarazem, przeżywającej wszystko intensywniej. Ale "Obietnica" jest też portretem ludzi porażająco samotnych: koleżanki i koledzy pełnią funkcję znajomych do zabawy i pogaduszek, a dorośli funkcjonują jak za szybą. Zwłaszcza że sami w swoich dorosłych wyborach pogubieni są nie mniej. W jednej ze scen Lila mówi mamie (mocna, drugoplanowana rola Magdaleny Popławskiej), że chce nocować u koleżanki: "Zadzwoń do jej rodziców, zapytaj, czy mogę". Mama Lili nie rozumie - po co? Ale córce chodzi nie tylko o stworzenie sobie zawczasu alibi: również o to, żeby ktoś wreszcie przestał być kumplem, a stał się rodzicem. Kumplem jest też sympatyczny, młody chłopak jej matki Daniel (Ogrodnik), który wozi Lilę na treningi i odrabia z nią lekcje. A nastolatka potrzebuje ojca. Tyle że ten prawdziwy (Chyra) jest z nową rodziną w Kopenhadze. Idealny z pozoru, patchworkowy układ szybko więc odsłania szwy: nikt, również ojciec, nie będzie chciał wziąć za Lilę odpowiedzialności.

W świetnym, otwartym zakończeniu po rewolucji przychodzi powrót do status quo: los bywa okrutny, ale rzadko też bywa sprawiedliwy. Ciekawe, jak "Obietnicę" przyjmą młodzi. Być może oni właśnie - sądząc choćby z lajków i komentarzy pod wiralem "Nic o nas nie wiecie" na Facebooku - na taki film czekają.

Paweł T. Felis