Chisora powalczy ze Szpilką? Promotor odpowiada

źródło:
Kiedy polski pięściarz Artur Szpilka zobaczył ostatnie popisy Derecka Chisory, chwycił za telefon i zadzwonił do swojego promotora Andrzeja Wasilewskiego z pytaniem, czy jest szansa, żeby zorganizować mu pojedynek z "Del Boyem". Szef grupy 12 rounds KnockOut Promotions zdradza, co odpowiedział ambitnemu 23-latkowi z Wieliczki. Ocenia też skandaliczne wybryki Brytyjczyka przy okazji ostatniej walki z Witalijem Kliczką.
W rozmowie z "Super Expressem" Artur Szpilka wyjawił, że chciałby zmierzyć się w Polsce z Dereckiem Chisorą. Powiedział też, że dzwonił do pana z pytaniem, czy może pan taki pojedynek zorganizować. Co mu pan odpowiedział?
To prawda. Artur jest człowiekiem o bardzo dużych ambicjach i rzeczywiście zadzwonił do mnie, pytając czy w ogóle jest taka szansa - jeśli nie teraz, to za chwilę. Odpowiedziałem mu, że w tej chwili wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne z prostej przyczyny - nawet jeśli Dereck Chisora nie zostanie zawieszony lub zostanie zawieszony i wróci do boksu po kilku miesiącach przerwy, to będzie szukał bardziej medialnego rywala. Wszystko przez popularność, którą osiągnął po ostatniej walce z Witalijem Kliczko. I nie chodzi tu nawet o wszystkie rozróby, które dodały mu wymiaru medialnego, a przede wszystkim o dzielną postawę, jaką pokazał w walce z Ukraińcem. To wszystko sprawia, że będzie teraz niezwykle medialnym zawodnikiem. Jak tylko upora się z ewentualnymi problemami, dotyczącymi licencji, to zaraz będzie toczył walkę - albo na stadionie w Anglii z Davidem Haye’m albo z którymś z braci Kliczków. Tutaj w grę wchodzą wielkie pojedynki za wielkie pieniądze.
Walka Szpilki z Chisorą jest więc dziś mało prawdopodobna. A jak postrzega pan szanse na to, że Polak będzie miał okazję zmierzyć się właśnie z tym, niezwykle medialnym rywalem w ciągu 2-3 lat?
Nie widzę przesłanek, które by zwiększały szanse na taką walkę, ale nie widzę też przesłanek, które by taką ją uniemożliwiały. Chciałbym tu zaznaczyć, że Dereck Chisora, którego miałem okazję poznać, to bardzo sympatyczny i kulturalny facet. Kiedy siedzi się z nim w restauracji i jest ubrany w marynarkę, można odnieść wrażenie, że rozmawia się z bardzo otwartym i przyjacielskim biznesmenem. Widząc to, co wyprawiał przed walką i po walce z Kliczką, aż trudno było mi uwierzyć, że jest to ta sama osoba. Dziś ma on 28 lat, a Artur jest kilka lat młodszy. Obaj będą pewnie jeszcze kilka lat boksować i niewykluczone, że ich drogi się przetną. Trudno jednak powiedzieć, jaka jest na to szansa. Dziś byłoby to zupełne wróżenie z fusów.
Abstrahując od tego, czy taka walka może się odbyć, czy nie, proszę powiedzieć, czy Artur Szpilka już dziś jest pięściarzem, który w starciu z Chisorą nie stałby na straconej pozycji?
Myślę, że poza braćmi Kliczko w wadze ciężkiej nie ma w tej chwili pięściarzy, w starciu z którymi Artur Szpilka stałby na całkowicie straconej pozycji. To waga ciężka, a Artur bardzo mocno bije i jest przy tym bardzo szybki. Choć oczywiście brakuje mu dziś doświadczenia.
Pokazała to jego niedawna walka z Davidem Saulsberrym. Choć był to pojedynek zwycięski, sam Artur przyznał, że jest z niego niezadowolony, a przed nim jeszcze dużo pracy.
Myślę, że ta walka pokazała nie tyle brak umiejętności, co kompletne zlekceważenie przeciwnika i brak koncentracji. Ciężko mówić tu o umiejętnościach, bo w tamtym pojedynku Artur nie pokazał żadnych umiejętności. Myślę, że walka z Saulsberrym to był jednorazowy wypadek przy pracy i mam nadzieję, że już nigdy się nie powtórzy. Zresztą, wraz z trenerem Fiodorem Łapinem stwierdziliśmy wtedy, że dobrze się stało, że taka walka przyszła. To było trochę jak zimny prysznic… A jeśli chodzi o umiejętności Artura, to zdecydowanie nie jest on jeszcze doświadczonym zawodnikiem w najwyższej kategorii wagowej. Ma natomiast potencjał i cechy zawodnika wagi ciężkiej, które teoretycznie - przynajmniej na papierze - predysponują go do tego, żeby niedługo był trudnym przeciwnikiem dla każdego rywala w tej kategorii.
Wracając do Derecka Chisory - wspomniał pan o tym, że w walce z Witalijem Kliczką zaprezentował dzielną postawę. Faktycznie, nie przestraszył się Ukraińca i podjął z nim walkę, niejako zmuszając do boksowania. Czy ten 28-letni pięściarz stanowi szansę na ożywienie wagi ciężkiej, od dawna zdominowanej przez braci Kliczków? A może już tą walką znacząco ją ożywił?
Tak, wydaje mi się, że już po tej walce pojawił się duży powiew świeżego zainteresowania. Nie oszukujmy się, że jego znaczną część stanowią bardzo kontrowersyjne, a nawet skandaliczne zachowania Chisory - dzień przed walką, tuż przed pojedynkiem i po jego zakończeniu (Chisora uderzył w twarz Witalija Kliczkę, napluł na jego brata Władimira, a na konferencji wdał się w bójkę z Davidem Haye’m - red). Ale może właśnie to było potrzebne, żeby większe zainteresowanie się pojawiło? Z punktu widzenia sportowego takie zachowania są absolutnie skandaliczne i niedopuszczalne, nie mają kompletnie nic wspólnego z ideą sportu, olimpizmu itd. Ale świat się zmienia i - czy nam się to podoba, czy nie - rzeczy, które do niedawna były niewyobrażalne, dziś stają się wyobrażalne, a to, co kiedyś było normą, dzisiaj przestaje nią być. Mam nadzieję, że takie rzeczy rzadko będą się zdarzały albo nie będą zdarzały w ogóle. Ale nie oszukujmy się – ze względu na całą sytuację każdy z nas też bardziej zainteresował tą walką i tym, co działo się wokół niej. Takie skandaliczne wydarzenia nakręcają atmosferę. I mimo, że jest to absolutnie karygodne, tak to niestety działa. W takim świecie żyjemy.
Pana zdaniem awantura w trakcie konferencji prasowej mogła zostać w jakimś stopniu wyreżyserowana, żeby zwiększyć zainteresowanie mediów, czy raczej była ona spowodowana prawdziwymi emocjami?
Jestem w stanie wytężyć swoją fantazję i wyobrazić sobie, że słowna utarczka między Haye’m a Chisorą mogła być troszkę wyreżyserowana. To nie jest do końca wykluczone – na konferencji miał pojawić się Haye i miało dojść do pyskówki. Absolutnie nie wyobrażam sobie natomiast, że można wyreżyserować historię, w której Haye uderza Chisorę szklaną butelką w skroń, a następnie chwyta za statyw od aparatu i rozbija czoło własnemu trenerowi. Leje się krew itd. Przecież to nie teatr i nie wrestling! Jako dosyć doświadczony promotor bokserski jestem jednak w stanie wyobrazić sobie, że Haye został na konferencję zaproszony, żeby doszło do pyskówki, która przygotuje „medialny bunt” pod ewentualną walkę Haye - Chisora w Wielkiej Brytanii.
Można więc założyć, że został zaproszony w celu pyskówki, ale sytuacja nagle wymknęła się spod kontroli?
Jeżeli tak było, to jestem przekonany, że sytuacja kompletnie wymknęła się spod kontroli.
W przyszłym miesiącu Chisora będzie się tłumaczył ze swojego zachowania przez brytyjskim związkiem bokserskim (British Boxing Board of Control). Wspomniał pan o tym, że może zostać zawieszony na kilka miesięcy. W mediach pojawiają się informacje, że grozi mu nawet dożywotnia dyskwalifikacja, choć brzmi to dość niewiarygodnie. Czy pana zdaniem taka kara byłaby dobrym pomysłem?
Po pierwsze, Chisora ma tego wielkiego pecha, że boksuje na brytyjskiej licencji. British Boxing Board of Control jest najmocniejszą, najbardziej restrykcyjną i najbardziej surową federacją bokserską na świecie. I rzeczywiście, jeżeli którakolwiek z federacji krajowych na świecie miałaby podejmować takie mocne, brutalne decyzje, to chyba właśnie federacja angielska. Nikt mu jednak nie zabroni, żeby pojechać do rodzinnego kraju czyli Zimbabwe, czy nawet polecieć do jakiegoś egzotycznego kraju w Ameryce Południowej, przejść w nim badania lekarskie i dostać tam licencję. Może się zdarzyć, że lokalne przepisy w jakimś kraju nie przewidują wariantu, w który odmawia się wydania licencji bokserskiej zawodnikowi, który przedstawi komplet dokumentów, przejdzie badania lekarskie i jednocześnie uiści odpowiednią opłatę. Myślę więc, że otrzymanie odpowiedniej licencji nie będzie stanowiło wielkiego problemu. Na pewno będzie miało za to wymiar medialny. Może się okazać, że niektórzy najwięksi zawodnicy nie będą chcieli z nim boksować, albo że nie będzie mógł walczyć na terytorium Wielkiej Brytanii. A przecież dziś aż się prosi zorganizować walkę w Chisora - Haye na stadionie Wembley w Anglii. W takim wymiarze ostra decyzja angielskiej federacji faktycznie może Chisorze przeszkadzać.
Rozmawiał Michał Bugno
Zobacz artykuł w Twoim telefonieTo prawda. Artur jest człowiekiem o bardzo dużych ambicjach i rzeczywiście zadzwonił do mnie, pytając czy w ogóle jest taka szansa - jeśli nie teraz, to za chwilę. Odpowiedziałem mu, że w tej chwili wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne z prostej przyczyny - nawet jeśli Dereck Chisora nie zostanie zawieszony lub zostanie zawieszony i wróci do boksu po kilku miesiącach przerwy, to będzie szukał bardziej medialnego rywala. Wszystko przez popularność, którą osiągnął po ostatniej walce z Witalijem Kliczko. I nie chodzi tu nawet o wszystkie rozróby, które dodały mu wymiaru medialnego, a przede wszystkim o dzielną postawę, jaką pokazał w walce z Ukraińcem. To wszystko sprawia, że będzie teraz niezwykle medialnym zawodnikiem. Jak tylko upora się z ewentualnymi problemami, dotyczącymi licencji, to zaraz będzie toczył walkę - albo na stadionie w Anglii z Davidem Haye’m albo z którymś z braci Kliczków. Tutaj w grę wchodzą wielkie pojedynki za wielkie pieniądze.
Walka Szpilki z Chisorą jest więc dziś mało prawdopodobna. A jak postrzega pan szanse na to, że Polak będzie miał okazję zmierzyć się właśnie z tym, niezwykle medialnym rywalem w ciągu 2-3 lat?
Nie widzę przesłanek, które by zwiększały szanse na taką walkę, ale nie widzę też przesłanek, które by taką ją uniemożliwiały. Chciałbym tu zaznaczyć, że Dereck Chisora, którego miałem okazję poznać, to bardzo sympatyczny i kulturalny facet. Kiedy siedzi się z nim w restauracji i jest ubrany w marynarkę, można odnieść wrażenie, że rozmawia się z bardzo otwartym i przyjacielskim biznesmenem. Widząc to, co wyprawiał przed walką i po walce z Kliczką, aż trudno było mi uwierzyć, że jest to ta sama osoba. Dziś ma on 28 lat, a Artur jest kilka lat młodszy. Obaj będą pewnie jeszcze kilka lat boksować i niewykluczone, że ich drogi się przetną. Trudno jednak powiedzieć, jaka jest na to szansa. Dziś byłoby to zupełne wróżenie z fusów.
Abstrahując od tego, czy taka walka może się odbyć, czy nie, proszę powiedzieć, czy Artur Szpilka już dziś jest pięściarzem, który w starciu z Chisorą nie stałby na straconej pozycji?
Myślę, że poza braćmi Kliczko w wadze ciężkiej nie ma w tej chwili pięściarzy, w starciu z którymi Artur Szpilka stałby na całkowicie straconej pozycji. To waga ciężka, a Artur bardzo mocno bije i jest przy tym bardzo szybki. Choć oczywiście brakuje mu dziś doświadczenia.
Pokazała to jego niedawna walka z Davidem Saulsberrym. Choć był to pojedynek zwycięski, sam Artur przyznał, że jest z niego niezadowolony, a przed nim jeszcze dużo pracy.
Myślę, że ta walka pokazała nie tyle brak umiejętności, co kompletne zlekceważenie przeciwnika i brak koncentracji. Ciężko mówić tu o umiejętnościach, bo w tamtym pojedynku Artur nie pokazał żadnych umiejętności. Myślę, że walka z Saulsberrym to był jednorazowy wypadek przy pracy i mam nadzieję, że już nigdy się nie powtórzy. Zresztą, wraz z trenerem Fiodorem Łapinem stwierdziliśmy wtedy, że dobrze się stało, że taka walka przyszła. To było trochę jak zimny prysznic… A jeśli chodzi o umiejętności Artura, to zdecydowanie nie jest on jeszcze doświadczonym zawodnikiem w najwyższej kategorii wagowej. Ma natomiast potencjał i cechy zawodnika wagi ciężkiej, które teoretycznie - przynajmniej na papierze - predysponują go do tego, żeby niedługo był trudnym przeciwnikiem dla każdego rywala w tej kategorii.
Wracając do Derecka Chisory - wspomniał pan o tym, że w walce z Witalijem Kliczką zaprezentował dzielną postawę. Faktycznie, nie przestraszył się Ukraińca i podjął z nim walkę, niejako zmuszając do boksowania. Czy ten 28-letni pięściarz stanowi szansę na ożywienie wagi ciężkiej, od dawna zdominowanej przez braci Kliczków? A może już tą walką znacząco ją ożywił?
Tak, wydaje mi się, że już po tej walce pojawił się duży powiew świeżego zainteresowania. Nie oszukujmy się, że jego znaczną część stanowią bardzo kontrowersyjne, a nawet skandaliczne zachowania Chisory - dzień przed walką, tuż przed pojedynkiem i po jego zakończeniu (Chisora uderzył w twarz Witalija Kliczkę, napluł na jego brata Władimira, a na konferencji wdał się w bójkę z Davidem Haye’m - red). Ale może właśnie to było potrzebne, żeby większe zainteresowanie się pojawiło? Z punktu widzenia sportowego takie zachowania są absolutnie skandaliczne i niedopuszczalne, nie mają kompletnie nic wspólnego z ideą sportu, olimpizmu itd. Ale świat się zmienia i - czy nam się to podoba, czy nie - rzeczy, które do niedawna były niewyobrażalne, dziś stają się wyobrażalne, a to, co kiedyś było normą, dzisiaj przestaje nią być. Mam nadzieję, że takie rzeczy rzadko będą się zdarzały albo nie będą zdarzały w ogóle. Ale nie oszukujmy się – ze względu na całą sytuację każdy z nas też bardziej zainteresował tą walką i tym, co działo się wokół niej. Takie skandaliczne wydarzenia nakręcają atmosferę. I mimo, że jest to absolutnie karygodne, tak to niestety działa. W takim świecie żyjemy.
Pana zdaniem awantura w trakcie konferencji prasowej mogła zostać w jakimś stopniu wyreżyserowana, żeby zwiększyć zainteresowanie mediów, czy raczej była ona spowodowana prawdziwymi emocjami?
Jestem w stanie wytężyć swoją fantazję i wyobrazić sobie, że słowna utarczka między Haye’m a Chisorą mogła być troszkę wyreżyserowana. To nie jest do końca wykluczone – na konferencji miał pojawić się Haye i miało dojść do pyskówki. Absolutnie nie wyobrażam sobie natomiast, że można wyreżyserować historię, w której Haye uderza Chisorę szklaną butelką w skroń, a następnie chwyta za statyw od aparatu i rozbija czoło własnemu trenerowi. Leje się krew itd. Przecież to nie teatr i nie wrestling! Jako dosyć doświadczony promotor bokserski jestem jednak w stanie wyobrazić sobie, że Haye został na konferencję zaproszony, żeby doszło do pyskówki, która przygotuje „medialny bunt” pod ewentualną walkę Haye - Chisora w Wielkiej Brytanii.
Można więc założyć, że został zaproszony w celu pyskówki, ale sytuacja nagle wymknęła się spod kontroli?
Jeżeli tak było, to jestem przekonany, że sytuacja kompletnie wymknęła się spod kontroli.
W przyszłym miesiącu Chisora będzie się tłumaczył ze swojego zachowania przez brytyjskim związkiem bokserskim (British Boxing Board of Control). Wspomniał pan o tym, że może zostać zawieszony na kilka miesięcy. W mediach pojawiają się informacje, że grozi mu nawet dożywotnia dyskwalifikacja, choć brzmi to dość niewiarygodnie. Czy pana zdaniem taka kara byłaby dobrym pomysłem?
Po pierwsze, Chisora ma tego wielkiego pecha, że boksuje na brytyjskiej licencji. British Boxing Board of Control jest najmocniejszą, najbardziej restrykcyjną i najbardziej surową federacją bokserską na świecie. I rzeczywiście, jeżeli którakolwiek z federacji krajowych na świecie miałaby podejmować takie mocne, brutalne decyzje, to chyba właśnie federacja angielska. Nikt mu jednak nie zabroni, żeby pojechać do rodzinnego kraju czyli Zimbabwe, czy nawet polecieć do jakiegoś egzotycznego kraju w Ameryce Południowej, przejść w nim badania lekarskie i dostać tam licencję. Może się zdarzyć, że lokalne przepisy w jakimś kraju nie przewidują wariantu, w który odmawia się wydania licencji bokserskiej zawodnikowi, który przedstawi komplet dokumentów, przejdzie badania lekarskie i jednocześnie uiści odpowiednią opłatę. Myślę więc, że otrzymanie odpowiedniej licencji nie będzie stanowiło wielkiego problemu. Na pewno będzie miało za to wymiar medialny. Może się okazać, że niektórzy najwięksi zawodnicy nie będą chcieli z nim boksować, albo że nie będzie mógł walczyć na terytorium Wielkiej Brytanii. A przecież dziś aż się prosi zorganizować walkę w Chisora - Haye na stadionie Wembley w Anglii. W takim wymiarze ostra decyzja angielskiej federacji faktycznie może Chisorze przeszkadzać.
Rozmawiał Michał Bugno








